niedziela, 13 września 2015

Rozdział III

Wysiadłem z powozu i sam zacząłem szukać dziewczyny i woźnicy . Po chwili usłyszałem kroki . odwrócilem się i zobaczyłem Arię .
- mogę iść z tobą ? - spytała
- pewnie - odparłem 
Było okropnie zimno , dla mnie było lepiej bo moje ciało lepiej znosiło ochłodzenia . Spojrzałem w jej stronę , lekko drżała . Nie miałem bluzy ni nic co bym jej mógł dać . Poszliśmy przed siebie mając nadzieje że szybko znajdziemy zguby .
- może sie rozdzielimy ? - zaproponowałem
- no dobrze - powiedziała po chwili i poszła w swoją stronę
Kevin poszedł bez słowa . Westchnąłem i również poszedłem w inna stronę . Robiło się coraz zimniej . Weszłem do jakiegoś lasu pocierając ręce .
- Alisha ! - zawołałem
Nie było odpowiedzi . Minęło parę godzin i nadal żadnego śladu . Usłyszałem po chwili wołanie i pobiegłem tam . Znaleźli ich oboje . Wziąłem Alishe na ręce i poszliśmy do powozu ale po dotarciu na miejsce pojazd stał zasypany śniegiem z każdej strony .
- co teraz ? - spytała Aria
- popilnuj ich - powiedziałem - Kevin przydasz sie
Podszedł do mnie wolnym krokiem .
- podpalisz śnieg z tamtej strony a ja z tej , ok ?
Mruknął coś pod nosem i zaczął topić śnieg . Po paru minutach wszystko było dobrze tylko że woźnica był mocno przeziębiony . Długo rozmyślałem jak dotrzemy na miejsce . Poszedłem gdzieś niedaleko i usiadłem na kamieniu . Dojrzałem obok strumień . Zacząłem się bawić wodą robiąc w powietrzu różne kształty . Położyłem sie ale widziałem doskonale powóz . Za parę dni ma być pełnia i tego sie obawiałem najbardziej . Upewniłem się , że wszyscy nadal są na miejscu i poszedłem dalej . Po chwili poczułem jakby ktoś za mną szedł . Nikogo nie widziałem ale nadal miałem to przeczucie . Wzruszyłem ramionami . Nagle poczułem ucisk na klatce piersiowej . Moje przeczucia sie sprawdziły . Ktoś zaszedł mnie od tyłu i chwycił mocno za brzuch . Drugi jakimś sposobem mnie ogłuszył , potem jakimś nie wiadomo jakim sposobem znalazłem sie w ... pustym betonowym pokoju przykuty do ściany . 

poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział ||

Cisza panująca w powozie, była do przewidzenia. Każdy spoglądał w różne kąty z daleka od innych. Ja natomiast wpatrywałam się w okno. Widok przemijających sosen dodawał mi otuchy, ale sama nie wiem dlaczego. Siedziałam obok zielonowłosej dziewczyny. Ona jako jedyna miała uśmiech na twarzy. Nie trudno było się domyślić, że reprezentuje żywioł ziemi. Na przeciwko nas siedziało dwóch chłopaków, reprezentanci wody i ognia. Droga zdawała się nie mieć końca, grobowa cisza nie pomagała w przyśpieszeniu czasu. W końcu ktoś postanowił ją przerwać.
-Cześć... co taka cisza?-odparła wesoło zielono włosa dziewczyna. Nikt jej nie odpowiedział. Zaczerwieniła się lekko i wróciła do zerkania w kąt tym razem bez uśmiechu. W końcu powóz zatrzymał się. Wszyscy skierowali swe oczy w stronę okna, kiedy nagle drzwiczki od powozu się-otworzyły. Za nimi stał mężczyzna ubrany na czarno i oznajmił, że jest zmiana woźnicy. Wszyscy wysiedlili na chwile. Konie zostały napojone, woźnica zmieniona, a dla nas zostało 10 minut przerwy. Wszyscy rozeszli się po polanie (bo właśnie przy niej znajdowała się nasza droga). Chłopacy poszli nad staw, ja weszłam na lipę, a ta zielonowłosa zniknęła mi z oczu. Minuty mijały, a ja owinięta suchymi gałęziami drzewa nuciłam fragment piosenki mojego ulubionego kompozytora.  Co chwilę poprawiałam moją czarną, długą suknię, by się nie pogniotła, a co gorsza, by jej jakaś gałąź nie przedziurawiła. Było strasznie zimno. Zbierało się na porządną zamieć, dlatego woleliśmy już ruszać. Wszyscy zaczęli zajmować swoje miejsca kiedy nagle okazało się, że brakuje jednej osoby. Była nią ta zielonowłosa dziewczyna. Woźnica wysiadł z wozu i zaczął wołać jej imię. Coś na ''A''... nie słuchałam po co mi taka informacja? Nikt z naszej trójki się tym za bardzo nie zmartwił dopóki nie rozpętało się piekło, a dokładniej śnieżyca. Karoca zaczęła trzeszczeć pod wpływem pędzącego wiatru. Konie stawały dęba, i wzajemnie się kopały, a my siedzieliśmy w krótki rękawkach marznąc z zimna. Dobrze, że chociaż ja miałam długą suknię. Minęło pół godziny, a woźnicy z tą zielonowłosą nadal brak.
-Może chodźmy ich poszukać?- spytał jeden z chłopaków.- Przecież widzicie co się dzieje za oknem, jak nie wrócą to po nas.
-Zwariowałeś?- krzyknął drugi.
-No co Kevian?-spytał zaskoczony chłopak.
-Ja ci dam kevian... Kevin...- oznajmił ten cały ''Kevin''.
-Jak tylko z stąd wyjdziemy to już nie znajdziemy drogi powrotnej, poza tym zostawić konie i powóz bez czyjejś opieki?- spytałam.
-Nie wiem jak wy, ale ja idę- odparł ten drugi. Otworzył drzwiczki i myślałam, że zamrozi nas na kość. Ale nie miałam wyjścia. Ruszyłam się z siedzenia, poprawiłam sukienką i ruszyłam za chłopakiem.

sobota, 5 września 2015

Rozdział |

Całą noc nie spałem, gdyż następnego dnia w tym cholernym mieście wody. Hotel, w którym spałem na pewno nie należał do tych lepszych. Po co w ogóle tu przyjechałem? Rodzice wysłali mnie w dosyć daleką podróż,w której jedyne co robiłem to spałem. Nie zaszkodzi jednej nocy nie przespać. Następnego dnia wyszedłem ubrany jak zwykle, bo nadal nie wiedziałem po co mam tam iść. Po dotarciu do celu ujrzałem wielką ilość osób, którzy czekali na kogoś. Usiadłem gdzieś na skraju by w razie potrzeby wyjść. Po chwili na środku pojawiła się jakaś starsza kobieta. Ubrana w długą granatową szatę i spięte włosy w kok zaczęła coś mówić.
-Dzisiaj wybiorę cztery osoby, które być może posiadają moce czterech żywiołów.-powiedziała i zamoczyła w czymś rękę. Zaczęła nią wymachiwać, a jak skończyła podeszła do jednego chłopaka, dwóch dziewczyn, i mnie? Wyciągnęła nas na środek, a zaraz pojawiły się oklaski. Wyrocznia zaprowadziła nas do białego pomieszczenia gdzie na dużych siedzeniach siedzieli jacyś władcy. Każdy spojrzał na nas dziwnym wzrokiem.
-Nie martwcie się, każdy z nich sprawdzi z jakiego żywiołu jesteście.-uśmiechnęła się do nas wyrocznia i odeszła na bok. Najpierw zaczął władca Powietrza, i jak się okazało żywioł posiadała jedna z dziewczyn. Nie chętnym krokiem podeszła do mężczyzny siedzącego na fotelu, a ten przejechał swoim palcem po jej czole. Zastąpiło bardzo białe i rażące światło,a zaraz zniknęło. Dziewczyna mogła wrócić za miejsce, a kolejnym żywiołem okazała się Woda. Facet na fotelu przyglądał się nam z widocznym zaciekawieniem zaraz potem przywołując do siebie chłopaka, który z odwagą do niego podszedł. I znowu to samo, białe rażące światło, które ustało po kilku sekundach. Następny żywioł jaki był to Ziemia. Do władcy tego żywiołu została przywołana ostatnia dziewczyna. Podeszła tam lekko podskakując, i zaraz po raz kolejny odbyło się to rażące światło. Ostatnim żywiołem był Ogień do, którego zostałem przywołany ja. Powolnym krokiem zmierzałem do fotela na, którym siedział mężczyzna z długimi blond włosami i brązową szatą. Zrobił mi to samo co pozostałym, a moje ciało przeszedł miłe, ciepłe ciarki. Wróciłem na miejsce, a zaraz po tym wyrocznia zaczęła znowu coś mówić.
-Teraz cała wasza czwórka uda się do miasta Ognia- Ikaru, gdzie spędzicie parę miesięcy.-powiedziała i odprowadziła nas do wyjścia. Wsiedliśmy do jakiegoś powozu, który od razu ruszył. Siedziałem koło tego chłopaka ale po co się odzywać?

Prolog

W moim ojczystym mieście odbyła się ceremonia , która miała na celu wybrania grupy ludzi , którzy mieli wyruszyć w podróż . Przed świętem w specjalnym miejscu na wzgórzu , ludzie przynosili swoje własnoręczne ozdoby oraz poczęstunki . Byłem zaproszony wraz z innymi . Nad ranem ruszyłem na ceremonię . Stanąłem na specjalnym miejscu  innymi . Po paru minutach wyrocznia miasta wody podjęła decyzję i wybrała mnie , jeszcze jednego chłopaka i 2 dziewczyny . Okazało się , że posiadamy wyjątkowe moce żywiołów przez co nas wybrali . Opuściliśmy miejsce zebrania i popatrzeliśmy na siebie . Na pierwszy rzut oka chłopak wydał mi się niezbyt przyjazdy  i tajemniczy . Całą drogę milczał , a dziewczyny szeptały do siebie . Gdy dojechaliśmy na miejsce miasto wydało się trzymać w niepewności i sprawiało wrażenie opuszczonego . Rozejrzeliśmy się i jedna z dziewczyn zaczęła pogawędkę . Przyłączyli się wszyscy i zaczęła się miła rozmowa . Gdy ktoś zaczął rozmawiać o nocy , księżycu i ciemnościach oddaliłem się kawałek ale słyszałem o czym mówią . Wyciszyłem się .  Następnie rozeszliśmy się w swoje strony . Również poszedłem w inna stronę , Weszłem do jakiejś uliczki i zapatrzyłem się na szczury walczące o ser. Zaśmiałem się lekko i poszedłem dalej . Po chwili zauważyłem jakichś ludzi którzy patrzeli na mnie . Skręciłem w inną stronę i miałem nadzieje że nikt za mną nie idzie . Rozluźniłem się i usiadłem w parku . Nagle poczułem małe ukłucie w ramieniu . Zobaczyłem jakąś fiolkę , wyjąłem i rozdepnąłem . Po chwili ktoś chwycił mnie za ramie i uderzył w brzuch . Widocznie w tej fiolce była taka substancja która spowodowała rozluźnienie mięśni i nie mogłem zrobić żadnego ruchu . Potem mnie gdzieś nieśli ....